Na pierwszy rzut oka situationship może brzmieć jak nowy model smartfona albo innowacyjny program lojalnościowy – ni to związek, ni to przyjaźń, ale coś między. W rzeczywistości jest to całkiem popularna forma nowoczesnej relacji, w której dwie osoby angażują się emocjonalnie i/lub fizycznie, ale unika się jasnych deklaracji, za to pojawiają się… no cóż, komplikacje. Jeśli więc masz wrażenie, że chodzisz na randki, ale nie wiesz, czy masz chłopaka/dziewczynę – witaj w klubie. Pora rozwikłać tajemnice tej enigmatycznej strefy relacyjnej.
Czym właściwie jest situationship?
Situationship to relacja bez etykietek – trochę jak bieganie w sandałach: można, ale nie do końca wiadomo, dokąd zmierzasz i czy będzie wygodnie. To ten moment, kiedy spotykasz się z kimś regularnie, możliwe że nawet spędzacie wspólnie noce, ale nie ma żadnych oficjalnych deklaracji. Zaletą jest swoboda, brakiem zobowiązań. Wadą? No właśnie… braki zobowiązań.
Situationship przypomina jazdę na rowerze bez trzymanki – niby ekscytujące, ale wystarczy jeden większy zakręt i można boleśnie się przekonać, że to jednak nie to samo, co stabilny, dwukołowy związek z kierownicą i dzwonkiem.
Dlaczego wchodzimy w takie relacje?
Powodów może być mnóstwo. Po pierwsze: wygoda. Żyjemy szybko – kawa na wynos, praca zdalna, randki przez aplikacje. W tym chaosie łatwiej stworzyć coś „luźnego” niż przejść przez skomplikowaną konstrukcję tradycyjnego związku z poznawaniem rodziny, wspólnym Netflixem i ustalaniem, czy dzielimy konto w Spotify.
Po drugie: lęk przed zaangażowaniem. Może ktoś się kiedyś sparzył, może boi się zainwestować emocje, a może po prostu szuka towarzystwa w wersji light. Takie osoby często wybierają situationship z premedytacją – to jak próbna jazda przed zakupem auta. Tylko że tu nie wiadomo, czy kiedykolwiek dojdzie do zakupu.
Znaki, że jesteś w situationship (choć udajesz, że to „coś więcej”)
Jeśli zauważasz którykolwiek z poniższych objawów, być może już jesteś bohaterem tej niejednoznacznej relacji:
- Nie przedstawiliście się sobie nawzajem znajomym ani rodzinie.
- Wasze rozmowy o przyszłości brzmią jak scenariusze z komedii romantycznej – nieco abstrakcyjnie i mało realistycznie.
- Przeżywasz mini-zawał, gdy przypadkiem widzisz, że ta osoba polubiła zdjęcie innej osoby na Instagramie.
- Unikasz pytań w stylu: „Co my właściwie jesteśmy?”, bo boisz się, że usłyszysz: „dobrymi znajomymi z dodatkiem romantyzmu?”.
Brzmi znajomo? Witaj w świecie bez reguł i znaków drogowych.
Jak zarządzać sytuacją, nie tracąc głowy?
Po pierwsze: komunikacja. Nie oczekuj, że druga osoba odczyta twoje myśli przez filtr TikToka i emoji. Powiedz, czego oczekujesz i zapytaj, czego oczekuje druga strona. To może nie rozwiąże wszystkiego, ale przynajmniej zdejmiesz różowe okulary z napisem „może się domyśli”.
Po drugie: bądź szczery… wobec siebie. Jeżeli chcesz związku z prawdziwego zdarzenia, a ta sytuacja przypomina ci jeża w kapciach (niby słodko, ale nie do końca komfortowo), to może pora się wycofać? Życie jest zbyt krótkie, by tkwić w czymś, co nie daje ci satysfakcji ani planu na jutro.
Czy da się wyewoluować z situationship do związku?
Historia zna takie przypadki. Wszystko zależy od tego, czy obie osoby są gotowe zrobić krok dalej. Czasem wystarczy jedna szczera rozmowa i nagle okazuje się, że druga strona też chciała związku, ale bała się o tym wspomnieć. Innym razem taka rozmowa kończy się drinkiem i słowami „szkoda, że nie wyszło, ale przynajmniej mamy playlistę na wspomnienia”.
Ważne, by pamiętać: nie każda sytuacja ma potencjał na happy end w stylu Disneya – i to też jest okej.
Choć situationship może wydawać się wygodną alternatywą dla klasycznego związku, w dłuższej perspektywie bywa bardziej frustrujący niż wszystkie sequelowe części romantycznych komedii razem wzięte. Klucz to świadomość – czego chcesz, co możesz poświęcić i gdzie stawiasz granice. Z sercem jest trochę jak z kartą kredytową – fajnie, jak działa, ale warto wiedzieć, ile można na niej wydać, by nie wpaść w emocjonalne długi. Więc zanim wskoczysz w kolejną relację „bez zobowiązań”, zastanów się: może jednak zasługujesz na coś z pełnym pakietem usług i certyfikatem gwarancji?